ConFiction 2019 relacja

ConFiction 2019 relacja

26.08.2019 0 przez multikulturalny
Czas czytania: 4 min.

W długi weekend majowy odbył się w Krakowie pierwszy festiwal kultury popularnej Confiction. O swoim wydarzeniu organizatorzy – grupa MTP – pisali tak:

Wyobraź to sobie… autorzy książek, scenarzyści filmowi, Mistrzowie Gry, wydawcy gier planszowych, dziennikarze i przede wszystkim Wy – fani. Wszyscy zgromadzeni w jednym miejscu, aby wspólnie bawić się, poznawać nowe seriale, gry i książki.

Jak wyglądała rzeczywistość? Przeczytaj poniższą relację.

Confiction 2019

Program Confiction podzielony był na kilka sal oraz 2 hale. Specjalnie piszę sal, nie tematów, bo nie było do końca sztywnych podziałów. Zwłaszcza w piatek.

Piątek, 16.08.

Piątkowy wieczór nie powalił liczbą uczestników, poniekąd to zrozumiałe. Nie wszyscy mieli długi weekend. Ale i tak pustki, gdy dojechałem koło 18 były przerażające.

Miałem przyjemność uczestniczyć w 2 ciekawych dyskusjach: o Hokusaiu w zachodniej i japońskiej popkulturze i o legendarnych postaciach w popkulturze indonezyjskiej (pozdrawiam!).

A po prelekcji indonezyjskiej przegadałem parę godzin z prelegentką nie tylko na tematy związane z mieszkaniem w Indonezji. 😉

W tle hali głośno leciało wieczorne kino, którego prawie nikt nie oglądał.

Sobota, 17.08.

Leniwy poranek po spaniu w sleeproomie okazał się niewiele lepszy, jeśli chodzi o uczestników festiwalowych. Gdzie są ludzie? Kolejki do akredytacji jak nie było tak nie było.

Dzień rozpocząłem od prelekcji o komiksach nie-superbohaterskich dla osób chcących zacząć czytać komiksy. Chociaż nie jestem pewien czy nie było na niej więcej osób już czytających komiksy. Komiksy były głównie z USA i Polski, bo inne wg prelegenta mogłyby być trudniejsze w odbiorze jako odległe kulturowo. Nie podoba mi się do końca takie stawianie sprawy, bo nie oszukujmy się – produkty z USA są “kulturowo bliskie” bo jesteśmy tym zalani i ciągle zalewani (skolonizowani), kultura z USA, jest tłuczona od dziecka (w przeciwieństwie do np. kultury z krajów sąsiadujących z Polską). I dopóki będziemy to tak traktować, to zawsze będzie nadrzędna. Parę interesujących rzeczy (mimo wszystko) dla siebie znalazłem.

Po dłuższym lunchu na mieście (te 2 foodtrucki i horrendalnie drogie kanapki z bistro to kiepskie zaplecze), wróciłem na czas na prelekcję w ramach Lemconu, jednodniowego festiwalu Lema, o przyszłości głosowania. Prowadzona była przez osobę niezwiązaną z fandomem, ale praktyka związanego z tworzeniem inteligencji rozproszonej. Ciekawie odnosił się także do starożytnego głosowania czy współczesnych głosowań.

Przynajmniej hala z grami się zapełniła, i to był ten krzepiący obraz.

Po rundce po hali wystawienniczej (zdjęcia poniżej), zniknąłem na dłuższy czas na mieście, więc już na program nie wróciłem. Ale bardzo smutne było patrzenie na gości zagranicznych (Cosmo, Rankin) w strefie autografów (płatnych), którzy siedzieli i się nudzili patrząc w dal i ew. rozmawiając z obsługą. Wieczorne kino znowu prawie nikgo nie zainteresowało.

Na hali wystawienniczej były stoiska z książkami/komiksami, bubble tea, stoisko muzeum Manggha i koła dalekowschodniego UJ, strzelnica, wystawy i smutna strefa autografów.

Niedziela, 18.08.

Pustki były dojmujące w niedzielę.
Ostatni dzień upłynął mi w klimatach azjatyckich. Miałem 2 prelekcje: jedna o klasykach azjatyckiej fantastyki (niektórzy nawet znali te tytuły ;)) oraz o azjatyckich grach MMORPG (tutaj, nawet sporo osób grało w te tytuły albo kojarzyło).

Poza tym byłem na prelekcji o Makoto Shinkaiu i jego twórczości, twórcy m.in. Kimi no na wa (Your Name). Upewnilo mnie to, że nie muszę znać innych jego dzieł, bo w sumie to się powtarza i często stosuje podobne motywy, podobnych bohaterów. No, może się pokuszę o obejrzenie tego nowego filmu, w którym mają być dorosłe osoby. 😉

Prelekcja o broni w fantastyce była bardzo ciekawa, ale jako ostatni punkt programu zdecydowanie za późno. Bardzo praktyczne rzeczy związane z używaniem broni i jej ozdabianiem. Takie rzeczy powinny być obowiązkowe dla pisarzy i przyszłych pisarzy oraz twórców broni na potrzeby planu filmowego.

Niestety musiałem uciekać na pociąg, więc nie zostałem do końca.
Występki MTP/ConfictionMarketing w XXI w. opiera się głównie na targetowaniu odbiorców. Określenie do kogo jest kierowany produkt/usługa definiuje m.in. to jakich środków komunikacji się używa, jak mówić do odbiorcy, etc. Tu zdecydowanie tego zabrakło. Reklama kulała, a sam festiwal nawet nie wiedział po co i dla kogo powstał.

Z jednej strony spora część programu to był standard z konwentów fantastycznych. Z drugiej strony ni z gruchy ni z pietruchy dodano do tego parę punktów programu a’la targi książki, skierowane do szerszej publiczności. I tam gdzieś wetknięte jakieś rzeczy związane z polską kinematografią. Nie przeczę, że mogły być ciekawe, jak np. spotkanie poświęcone Legionom (w kinach od 20 września), które reklamowało się także za pomocą strojów z epoki.

Strona internetowa woła o pomstę do nieba. Grupa MTP miała swoje pomysły i “wiedziała lepiej” jak to zrobić, ignorując wypracowane standardy. Osobom, które wpadły na pomysł i przyklepały stworzenie programu w wersji tylko graficznej (utrudniając życie np. osobom niedowidzącym, dyslektykom korzystającym z własnych ustawień czcionki w przeglądarce, etc.) i na dodatek do wyświetlenia tylko na komputerze (sprawdzaliśmy na kilku komórkach, nie było) należaloby wydać dożywotni zakaz tworzenia stron internetowych.

Najbardziej kuł w oczy brak ludzi na konwencie, tfu festiwalu. Pustki, pustki, pustki. Co było o tyle gorsze, że Kraków w tamten weekend był pełen ludzi. Nie było miejsc w hotelach i hostelach w Krakowie. Sprawdzałem.

W skrócie Confiction mógłbym podsumować jako: przerost ambicji nad rozumem. Albo “ja wiem lepiej”. Albo “z motyką na słońce”.

Przy okazji polecam też relację na stronie Konwenty Południowe.

Czy warto wybrać się na Confiction 2020?

Nie wiadomo jeszcze, czy Confiction 2020 się odbędzie (ale będę informować). Jak na razie, moja odpowiedź brzmi: nie. Dopóki nie wprowadzą sporych zmian w festiwalu (aka: znalezienie sensu i odbiorców) oraz nie ogarną spraw okołofestiwalowych (komunikacja/reklama) nie ma sensu jechać. Nie wyróżniają się na plus w stosunku od imprez typowo fanowskich, robionych amatorsko lub półprofesjonalnie. Zdecydowanie bardziej polecam SkierCon. I kino plenerowe i podobne atrakcje. A poza tym pełno ludzi i świetna atmosfera.